Archiwum dla marzec, 2007
Zabiję się, bo cię kocham

Wracając ze sklepu spotkała po drodze kolegę. Zamieniła z nim dwa słowa. Jej mąż to zobaczył. Gdy weszła do mieszkania z całej siły uderzył ją w twarz. „Ty suko! Widziałem jak na niego spojrzałaś” – krzyczał.
„Zawsze broni się tego, czemu poświęciło się wiele czasu” – tłumaczy psychoterapeutka Magda Zielińska z Poradni Rodzinnej w Warszawie. Im później starają się coś zrobić w tej sprawie, tym jest ciężej. Nierzadko ofiary tłumaczą zachowanie swoich katów, albo pomniejszają ich winę.
Wystarczy wpaść w pewnego rodzaju rutynę. Wielokrotnie powtarzane zachowanie, kolejne incydenty i zaraz po nich przeprosiny, stają się często normą dnia codziennego. „Dotyczy to obydwu stron. Jedna nie ma siły i odwagi sprzeciwić się, natomiast druga nie wyobraża sobie zmiany obecnego stanu rzeczy” – dodaje.
Jak odejdziesz – zabiję się
Adam, prawnik, lat 28. Wysoki, szczupły brunet. Razem z kolegą prowadzi niewielka kancelarię. Jego specjalnością jest prawo podatkowe. Na swoje zarobki nie narzeka. Niedawno kupił samochód, trzyletniego czarnego golfa. Jest zadowolony z tego, co robi. Swoją narzeczoną Beatę, poznał na wakacjach w górach. Okazało się, ze są z tego samego miasta.
Po powrocie zaczęli się spotykać. Pierwszy sygnał o tym, że coś jest nie tak, był po kilku tygodniach. Beata wychowywała się bez rodziców. Całe swoje dzieciństwo spędziła u dziadków. Gdy czasem nie mogli znaleźć porozumienia, albo po prostu pokłócili się o jakąś drobnostkę szukała w nim winy. „Ty masz kochającą rodzinę, więc łatwo ci mówić. Ja nie mam nikogo i nigdy mnie nie zrozumiesz” – krzyczała. Odwracała się od niego i zaczynała płakać. Adam ustępował. „Kochałem ja i chciałem jej pomóc” – mówi lekko zdenerwowany. Później sytuacji budzących niepokój było coraz więcej.