Zabiję się, bo cię kocham

twentysixtearsbyriangelwv0.jpg

Wracając ze sklepu spotkała po drodze kolegę. Zamieniła z nim dwa słowa. Jej mąż to zobaczył. Gdy weszła do mieszkania z całej siły uderzył ją w twarz. „Ty suko! Widziałem jak na niego spojrzałaś” – krzyczał.

 

„Zawsze broni się tego, czemu poświęciło się wiele czasu” – tłumaczy psychoterapeutka Magda Zielińska z Poradni Rodzinnej w Warszawie. Im później starają się coś zrobić w tej sprawie, tym jest ciężej. Nierzadko ofiary tłumaczą zachowanie swoich katów, albo pomniejszają ich winę.

Wystarczy wpaść w pewnego rodzaju rutynę. Wielokrotnie powtarzane zachowanie, kolejne incydenty i zaraz po nich przeprosiny, stają się często normą dnia codziennego. „Dotyczy to obydwu stron. Jedna nie ma siły i odwagi sprzeciwić się, natomiast druga nie wyobraża sobie zmiany obecnego stanu rzeczy” – dodaje.

 

Jak odejdziesz – zabiję się

Adam, prawnik, lat 28. Wysoki, szczupły brunet. Razem z kolegą prowadzi niewielka kancelarię. Jego specjalnością jest prawo podatkowe. Na swoje zarobki nie narzeka. Niedawno kupił samochód, trzyletniego czarnego golfa. Jest zadowolony z tego, co robi. Swoją narzeczoną Beatę, poznał na wakacjach w górach. Okazało się, ze są z tego samego miasta.

Po powrocie zaczęli się spotykać. Pierwszy sygnał o tym, że coś jest nie tak, był po kilku tygodniach. Beata wychowywała się bez rodziców. Całe swoje dzieciństwo spędziła u dziadków. Gdy czasem nie mogli znaleźć porozumienia, albo po prostu pokłócili się o jakąś drobnostkę szukała w nim winy. „Ty masz kochającą rodzinę, więc łatwo ci mówić. Ja nie mam nikogo i nigdy mnie nie zrozumiesz” – krzyczała. Odwracała się od niego i zaczynała płakać. Adam ustępował. „Kochałem ja i chciałem jej pomóc” – mówi lekko zdenerwowany. Później sytuacji budzących niepokój było coraz więcej.

Kontrolowała jego życie. Dzwoniła do niego do pracy, po kilka razy, aby sprawdzić, co robi. Pewnego razu spóźnił się ponad 20 minut na umówione spotkanie. „Widujesz się z kimś innym – zapytała – Jeśli masz kogoś ja nie będę stała na twojej drodze do szczęścia, ale pamiętaj, że to oznacza mój koniec” Wtedy to przestał widywać się z kimkolwiek. Jego życie towarzyskie przestało istnieć. Po pracy od razu jechał do niej. W swoim domu bywał coraz rzadziej.

„Cały dzień jestem sama w pustym mieszkaniu i tylko czekam aż mnie odwiedzisz. Zamieszkajmy razem” – zaproponowała. Nie chciał się zgodzić. Nie, dlatego że czułby się w pewien sposób ograniczony. Bał się reakcji swoich rodziców, którzy starali się wychować go w duchu wartości chrześcijańskich. Wspólnie mieszkanie przed ślubem było dla niego nie do przyjęcia. Z czasem propozycja zmieniła się w warunek: albo wspólne mieszkanie albo ona odbierze sobie życie. „Nie rozumiem, dlaczego wtedy nie odszedłem. Bałem się z kimkolwiek o tym porozmawiać” – opowiada.

Zamieszkali razem. Miał nadzieję, że drogą ustępstw z czasem będzie wstanie ją zmienić. „Ona potrzebuje miłości” – mówi, starając się usprawiedliwić jej zachowanie. Atmosfera znacznie się poprawiła. Dni, w których użalała się nad sobą było coraz mniej. Na jakiś czas musiał wyjechać w sprawach służbowych. „Kim ona jest?” – zapytała patrząc na niego wściekle.

Tłumaczył, że jest to wyjazd związany z jego pracą, bardzo mu na niej zależy i nie chce jej stracić. Nie słuchała. Groziła, że się zabije. Pobiegła po nóż i przyłożyła do nadgarstka. „Dla mnie to koniec i pamiętaj, że to twoja wina” – krzyczała. Błagał na kolanach, aby tego nie robiła. Stała tak w kuchni naprzeciwko niego. Przez łzy mówiła, że nikt jej nie kocha i nie ma, po co żyć. Odwołał wyjazd.

Do podobnych scen dochodziło coraz częściej. Gdy na wyjazd w wolne dni chciał wybrać inne miejsce niż ona, nie miał ochoty na spacer lub po prostu nie miał apetytu na obiad, zaczynała mu grozić. Na sugestię czy oby to nie jest szantaż emocjonalny od razu zaprzecza.

„Nie to niemożliwe, przecież ona mnie kocha, a poza tym nie mogę jej zostawić. Przecież ona sobie sama nie poradzi” – próbuje się tłumaczyć. Niedawno wspomniała o założeniu własnej rodziny. Adam nie wie co robić. Dla niego jest jeszcze na to za wcześnie. Boi się jej o tym powiedzieć.

 

Rodzina najważniejsza

Jest takie powiedzenie – „Jak bije to kocha”. Ale nie zawsze trzeba dopuszczać się takiego sposobu próbując okazać swoją „fałszywą” miłość. Czasami wystarczy sięgnąć po szantaż emocjonalny, który niesie ze sobą podobne skutki.

Akceptacji tego rodzaju zachowań uczymy się już w dzieciństwie. Dziecko buduje swoje relacje z innymi ludźmi na podstawie agresji lub szacunku w zależności, w jakiej atmosferze samo zostało wychowane. „Dziewczyny, które są bite przez swoich chłopaków nic o tym nie mówią, bo często ich ojcowie też tacy byli” – mówi dr Joanna Martusiak, psycholog Poradni dla ofiar przemocy w rodzinie.

Dziecko widząc jak tata traktuje mamę i na odwrót, przyjmuje to za normę. Wiadomo, że podstawą kształtowania postaw jest przede wszystkim rodzina. Jeśli chcemy, aby ludzie byli zwyczajnie dla siebie lepsi, zapewnijmy ku temu odpowiednie warunki. Dlatego należy szczególną troską objąć instytucję rodziny. Jest to pierwszy krok w budowaniu nowego, lepszego społeczeństwa.

Żadnych komentarzy. »

Twój komentarz

HTML-Tags:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <pre> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>