
Mariusz uciekł z domu. Kilka dni mieszkał na dworcu. Pewnego razu zaczepił go starszy pan. Zaproponował obiad, prysznic i nowe ubranie. Zgodził się. Po pewnym czasie zamieszkał u niego. Miał własny pokój, łóżko, szafę, a w niej trochę ubrań dobrej jakości. Chyba wtedy po raz pierwszy poczuł się szczęśliwy. A to, że miły starszy pan wykorzystywał go seksualnie nie miało już większego znaczenia.
Co roku policja poszukuje ponad 22 tysięcy dzieci, co 4 ucieka z domu, reszta z placówek wychowawczych. Gdy nastolatek czuje się ignorowany lub lekceważony przez rodziców, a jego potrzeby stają się mało istotne, myśl o ucieczce jest jedynym rozwiązaniem.
To dobra zabawa
Czasami pomysł o ucieczce jest bardzo prozaiczny. Dzieci uciekają nie tylko od rodziców nadmiernie wymagających, ale i nadopiekuńczych. W momencie kiedy nie pozwalają usamodzielnić się lub nawet mieć własne zdanie, nastolatek nie widzi innego wyjścia. Jest to sposób na skosztowanie odrobiny wolności. Bez wymagań, którym ciężko sprostać, bez nakazów, zakazów i wszelkich przymuszeń. Jednak dopiero po ucieczce wielu przekonuje się jak złudne były to marzenia o beztroskim życiu z dala od rodziców. Strach, bezradność, głód i zimno stają się codziennością. A zagrożenia takie jak narkotyki, kradzież czy nierząd są bardzo bliskie.
Sprzedany za butelkę wódki
Mariusz, 16 letni wysoki brunet, wychował się w „pijackiej” rodzinie. Jego rodzice po utracie pracy całkowicie pogrążyli się w nałogu. Skąd mieli pieniądze na alkohol? W ich domu zawsze gościło kilku „dobrych znajomych”. „To nie był dom, bo co to za miejsce gdzie nawet własni rodzice mogą cię sprzedać za butelkę wódki” – mówi. Pewnego dnia wyszedł nie oglądając się za siebie.
Pojechał do Krakowa. Kilka dni spędził na dworcu. Szukał okazji na szybki zarobek. Zbierze trochę pieniędzy i wyjedzie. Najpierw Warszawa potem Berlin. Na początku nie było tak źle. Prawie każdego dnia na dworcu pojawiał się człowiek szukający osób do pracy na budowie. Kilka godzin, troszkę noszenia, ale te parę złotych było. I tak od dnia do dnia. Pewnego razu zaczepił go starszy pan. Zaproponował obiad, prysznic i nowe ubranie. Mariusz zgodził się. Po pewnym czasie zamieszkał u niego. Miał własny pokój, łóżko, szafę, a w niej trochę ubrań dobrej jakości. Chyba wtedy po raz pierwszy poczuł się szczęśliwy. A to, że miły starszy pan wykorzystywał go seksualnie nie miało już większego znaczenia.
Gdy uzbierał trochę pieniędzy, zabrał swoje nowe rzeczy i wrócił do domu. „Nie mogę zostawić mojego brata. Tylko on mi pozostał” – mówi. Do Niemiec i tak wyjedzie, ale jeszcze nie teraz. Poczeka, aż jego brat dorośnie i wtedy zabierze go ze sobą. Ale do rodziców nie zamierzał wracać. „Dla nich już nie istnieję. Zapomnieli o mnie” – dodaje. Został u babci. Uczy się języka niemieckiego.
Cena za uczucia
Problem ucieczki zaczyna się po strony rodziców. To oni zaczynaja uciekać od swojego dziecka, od jego problemów, zainteresowań, od zwykłej rozmowy. Dziecko powoli wycofuje się w kontakcie z rodzicami. Coraz mniej opowiada o sobie. Zamyka się w swoim własnym świecie wypełnionym grami komputerowymi, internetem, a czasem szkodliwymi używkami lub nauką. Pomimo, że ma wszystkiego pod dostatkiem czuje się niekochane i nieakceptowane, a nawet odrzucone. Prezenty i pieniądze stają się środkiem wyrażania uczuć. A tak naprawdę dziecko potrzebuje jedynie troski i zainteresowania. Wtedy właśnie ucieczka staje się jedynym sposobem zwrócenia na siebie uwagi.
Tak zwane „dobre domy”
Buty 300 złotych, koszula 170, spodnie 230, zegarek 450. W to wszystko ubrany jest Rafał, 17 latek z Warszawy. Oczywiście sam na to wszystko nie zarobił. Jego rodzicom powiodło się w życiu. Ojciec jest dyrektorem finansowym jednej z zagranicznych korporacji. Matka pracuje w banku też już na wyższym stanowisku. Jest dyrektorem jednego z oddziałów. Ich wspólne zarobki są kilkakrotnie wyższe od średniej krajowej. Jednym słowem, na brak pieniędzy nie mogą narzekać.
W sobotni późny wieczór mówił do rodziców: „wychodzę, będę rano”. Bez większego zainteresowania mama odpowiadała: tylko uważaj na siebie. Ojciec sięgał po portfel wyciągając z niego pokaźną sumkę. To, że nie jest pełnoletni nie znaczy, że nie bawił się w dobrych dyskotekach. „Odpowiedni banknot zawsze otwierał wszystkie drzwi” – mówi z uśmiechem. Wracał w środku nocy, czasem kompletnie pijany. Później jedynie słyszał kilka rad. Nie pij tyle, martwimy się o ciebie, nigdy nie wracaj sam. Nie dostał żadnej kary.
Uciekł tuż przed kolejnym wyjazdem zagranicę. Minął dzień, potem kolejny. Nic się nie stało. Policja go nie poszukiwała, w telewizji nie pokazywano jego zdjęć. Czuł się fatalnie. „Chciałem, aby mnie zauważyli, takim jakim jestem” – opowiada. Zrezygnowany po tygodniu wrócił do domu. Okazało się, że rodzice przez ten czas nie chodzili do pracy. Obdzwonili całą rodzinę i wszystkich znajomych. Co wieczór jeździli po mieście w poszukiwaniach. Bardzo się o niego bali. Kolejnego dnia usiedli przy stole. Po raz pierwszy na prawdę rozmawiali. Rafał obiecał, że już nigdy tego nie zrobi. Rodzice z licznych wycieczek i dodatkowych zajęć.
Tylko kochaj
Już po fakcie niektórzy rodzice mówią: “nie wiemy dlaczego nasze dziecko uciekło, przecież miało wszystko, czego chciało”. Czyli co miało? Szczerą rozmowę i zainteresowanie zamiast kolejnych prezentów. Akceptację, szacunek i uznanie bez względu na wyniki. Wielu rodziców stara się oszukać samych siebie. Psychoterapeutka Ewa Błaszko w rozmowach z rodzinami, w których ucieczka miała miejsce, ma zawsze jedną prośbę i radę. „Kochaj swoje dziecko takim, jakie jest i wspieraj w tym, co robi I najważniejsze: uwierz w jego możliwości”.