
Z każdym nowym rokiem coraz więcej osób decyduje się na wyjazd za granicę w celach zarobkowych. Młode pokolenia będą emigrować do czasu stworzenia im szans na rodzimym rynku pracy i podniesienia płac. Jesteśmy na dobrej drodze do sytuacji, której to niedługo w Polsce zostaną sami emeryci, renciści i kilku urzędników.
Ponad 300 tys. osób rocznie opuszcza Polskę 30 tys. to liczba osób z wyższym wykształceniem 200 tys. osób decyduje się na krótkotrwałą emigrację 100 tys. Polaków nigdy nie wróci do kraju
Proces globalizacji wskazywany jest jako główny powód wzrastającej emigracji. Granice formalne, jak i mentalne, przestają istnieć. Teraz wyjazd porównywalny jest z wycieczką nad morze lub w góry. Jednak polskie realia również skutecznie motywują do wyjazdu w odległe miejsce. Obecnie w urzędach pracy zarejestrowanych jest ponad 3 miliony bezrobotnych. Bez względu, czy jest to liczba zawyżona i nie odzwierciedla rzeczywistości, nie zmienia to faktu, że mamy w Polsce ogromną rzeszę ludzi zdolnych, chętnych i czekających na jakąkolwiek pracę.
Paweł – nie widzi perspektyw
Ukończył studia dwa lata temu. Nigdy nie przejmował się trudnościami na rynku pracy. Jak sam wspomina, miał wielu przyjaciół, którzy już pracowali na dobrych stanowiskach lub też prowadzili własne firmy i nieraz proponowali mu pracę.
– Moja przyszła kariera wydawała się prawie pewna. Jeszcze przed ukończeniem szkoły liczyłem już pieniądze, które rzekomo miałem zarabiać. Rzeczywistość okazała się jednak szarą codziennością – opowiada. Koledzy, na których liczył, sami znaleźli się w trudnej sytuacji. Ciężkie warunki na rynku pracy nie oszczędzają nikogo. Pozbawiony złudzeń szybkiego i łatwego zatrudnienia sięgnął po tradycyjne metody. Sporządził listę ponad stu firm poszukujących pracowników i wysłał do nich swoje CV. Po niecałym tygodniu dostał zaledwie trzy odpowiedzi, z czego dwie odmowne.
– Otrzymałem propozycję pracy z drugiego krańca Polski, a dodatkowo za wyjątkowo niskim wynagrodzeniem – dodaje. Co najbardziej go poruszyło w ofertach pracy, to niemożliwe do spełnienia wymagania pracodawców. Nie odmawia nikomu ambicji i zdolności, ale jak sam przyznaje dwa tytuły naukowe, kilkuletni staż i znajomość języków, nie zapominając o młodym wieku, to ponad jego możliwości.
Do tej pory nie myślał poważnie o wyjeździe. Ma tu rodzinę, przyjaciół i nie zamierza zamienić tego na wyższą pensję. Daje sobie jeszcze troszkę czasu. Intensywnie poszuka jakiegoś zajęcia, popyta, rozda kilka listów motywacyjnych i poczeka na rezultat. Jak coś znajdzie, zostanie. Wystarczy nawet drobne zajęcie, które pozwoli przeżyć do pierwszego. W przeciwnym wypadku zamienia cały swój dobytek na bilet do Anglii.
Michał – myśli o rodzinie
Ma 25 lat, żonaty od ponad roku. Już od młodych lat zarabiał swoje pierwsze pieniądze.
– Rodzice nie chcieli dawać mi kieszonkowego, dlatego z kilkoma kolegami rozdawaliśmy ulotki albo kleiliśmy plakaty. To była prawdziwa szkoła życia – opowiada. Doświadczenia nabyte w młodości nauczyły go szacunku do pracy. W wieku 22 lat kupił samochód od znajomego. Ośmioletni polonez, mocno zużyty, ale na szczęście na gaz. Samochód również przysłużył się celom zarobkowym. Rozwoził towary po sklepach. Pracę dostał z ogłoszenia. Wymagania prawie żadne: dyspozycyjność i własny środek transportu. Obydwa kryterium spełnił i już niebawem cieszył się nowo zarobionymi pieniędzmi, które po uregulowaniu stałych opłat starczały na bilet do kina.
Sytuacja zmieniła się tuż po małżeństwie. Razem mieszkają u jego rodziców. On nadal pracuje w tym samym miejscu, za te same pieniądze, ona jest bezrobotna.
– Stale szukam nowego zajęcia. Chcemy wziąć kredyt na nowe mieszkanie, ale przy obecnych zarobkach jest on poza naszym zasięgiem – dodaje. Choć płace nie były satysfakcjonujące, nie poddał się. Najważniejsze to wziąć życie w swoje ręce. Myślał nad rozpoczęciem własnej działalności. Może i nie poprawi znacznie swego losu, ale będzie na swoim. Na początek każdej działalności potrzebny jest kapitał, którego nie miał. Zastanawiał się, od kogo by tu pożyczyć kilka tysięcy. Rozpoczął poszukiwania w rodzinie. Kilka dłuższych rozmów o dorosłym życiu, odpowiedzialności, ale w końcu uzyskał część potrzebnych środków.
W dalszej kolejności zwrócił się o pomoc do przyjaciół i znajomych. Tak jak przewidywał. Zdolni oddać za niego prawą rękę, ale nie część swoich oszczędności. W banku też próbował, ale jak sam przyznaje, gdyby tyle zarabiał, co oczekują, to żaden kredyt nie byłby mu potrzebny. W wakacje wyjeżdża do Niemiec. – Spędzę tam może pół roku, a potem wrócę i otworzę własny interes, już nie przejmując się kosztami – wyznaje.
Niskie pensje
Jak podaje GUS, średnie wynagrodzenie w naszym kraju wynosi 2600 zł. Jednak większość osób, nawet z wyższym wykształceniem, może liczyć w porywach na 1500 zł brutto (szczególnie poza wielkimi miastami). Tak więc absolwenci tuż po ukończeniu studiów nabywają zaszczytne miano bezrobotnych lub pracują za najniższe stawki. Nic więc dziwnego, że prawie 70 procent z nich myśli o emigracji.
Monika – zostaje
Ta 29-latka kończy w tym roku podyplomowe studia z psychologii. Pracuje na pół etatu w jednej z warszawskich restauracji, a w wolnych chwilach udziela korepetycji studentom.
– Pieniądze, które zarabiam, wystarczają na opłaty, wyżywienia, a i czasem na drobne rozrywki – opowiada. Wynajmuje mieszkanie z koleżanką, bo tak taniej. Nie chce żalić się na brak perspektyw, fatalny rynek pracy i niskie dochody. Pochodzi z małej wsi na Śląsku, gdzie bezrobocie bije wszelkie rekordy. Gdy zdała maturę, bez dłuższego zastanawiania się wyjechała do Warszawy. Zatrzymała się w akademiku. Miała pieniądze tylko na jeden miesiąc życia w mieście. W ciągu kilku dni zdała egzaminy na studia i znalazła pracę w księgarni. Nic konkretnego, ale pozwoliło jej zostać na kilka kolejnych tygodni. Cel był jeden: wyższe wykształcenie, dzięki któremu wszystko miało się odmienić. I tak kolejne lata upływały według jednego schematu: tymczasowa praca i marne zarobki.
– Nieraz chciałam rzucić to wszystko i wrócić do domu. I wtedy przypominałam sobie, że nie mam do czego wracać. To była moja jedyna szansa – wyznaje. Jednak po uzyskaniu dyplomu nie nastąpiła żadna życiowa rewolucja, a jedynie dodatkowe zmartwienia. Studentka łatwiej znajdzie pracę niż pani magister z dyplomem. Po długotrwałych i bezskutecznych poszukiwaniach pracy w zawodzie postanowiła kontynuować naukę. Podjęła studia podyplomowe, widząc w nich cień nadziei i ostatnio szansę. Koleżanka znalazła jej pracę sprzedawczyni w sklepie odzieżowym. Na rozmowie wstępnej nie przyznała się do wykształcenia. Zbyt wiele razy widziała, jak koleżanki z tytułem naukowym nie były przyjmowane nawet do najprostszych zajęć.
Pracowała przez dwa miesiące. Wynagrodzenie za harówkę od rana do wieczora nie pokrywało nawet podstawowych opłat, a w dodatku nie miała już czasu dosłownie na nic. Pewnego razu, wracając z uczelni, zobaczyła kartkę na drzwiach restauracji: „zatrudnimy kelnerkę”. Nie mając nic do stracenia, zajrzała do środka. Zaczęła pracę kolejnego dnia. Choć zarobki są przyzwoite, to wciąż szuka nowej pracy.