Archiwum dla październik, 2007
Kto wychowa moje dziecko?

W pokoju zgaszone światło. Ojciec z synem siedzą na kanapie przed telewizorem. Właśnie leci scenka dotycząca narkotyków. Ojciec niepewnie spogląda na syna i stara się coś powiedzieć. Problem i powaga sytuacji go przerasta. Bierze głęboki wdech i zdobywa się na słowa: „jakby, co to wiesz”. Chyba sam nie wie, co chciał powiedzieć. Szybko zapomina o całej sytuacji jakby nie miała większego znaczenia. To oczywiście fragment pewnej reklamy. Troszkę prozaicznej, ale jakże prawdziwej – rodzice nie potrafią i nie chcą rozmawiać o problemach swoich dzieci.
Na czym polega współczesny kryzys wychowania? Kto tak właściwie za niego odpowiada? Nauczyciele, rodzice, a może sami uczniowie? Problem jest o wiele bardziej złożony niż się wydaje. Pierwsze błędy i de facto początki katastrofy wychowawczej, mają miejsce pod nieuwagę rodziców i wychowawców. Najpierw zaczyna się od usuwania wszelkich trudności i nie stawiania nawet drobnych wymagań małym dzieciom. Później przychodzi etap spełniania kaprysów i wszelkich zachcianek niby pokazując tym swoją miłość rodzicielską.
Z czasem w młodym człowieku rodzi się przekonanie, że właśnie tak wygląda życie. Naturalną rzeczą jest chęć zapewnienia swoim dzieciom wszystkiego, co najlepsze. Rodzice chcą dawać dzieciom to, czego im samym brakowało w ich dzieciństwie. I tak mimowolnie trud prawdziwego wychowania został zmieniony na sztuczną w swej treści postawę propagandowo rodzicielską.
„Rodzice nie potrafią rozmawiać z dziećmi. Nie wnikają w życie dziecka z obawy przed jeszcze większym obowiązkiem. Wydaje się, że jedynie z własnej wygody i dla świętego spokoju, nie najlepsze relacje z dziećmi starają się wynagrodzić wielką liczbą przedmiotów” – mówi Ewa Cygan, psycholog rodzinny.