Ministerstwo Edukacji Narodowej ma chyba zbyt wiele pracy, aby jeszcze zajmować się przedszkolakami.
– Rodzice zostali za późno poinformowani o warunkach i zasadach składania wniosków. Wielu robiło to w sposób tradycyjny bezpośrednio w przedszkolu. W kolejnym roku takie informacje powinny być podawane znacznie wcześniej – ocenia Anna Stępień, dyrektor przedszkola nr. 33 w Warszawie.
11 kwietnia zakończyła się rejestracja dzieci do przedszkoli. W tym roku wszystkie procedury były przeprowadzane za pośrednictwem Internetu. Rodzice w odpowiednim czasie musieli zarejestrować się na stronie, aby zgłosić swoje dziecko. Teraz przedszkola ogłosiły listy przyjętych. Jak wiadomo nie każdy znalazł miejsce gdzie tam gdzie się zgłosił. I tak po raz kolejny przed rodzicami czeka trudny okres poszukiwań, starań i zapisów na ostatnią chwilę. A jak przygotowania do nowego roku oceniają nauczyciele? Z czym mieli problemy rodzice?
Trudności jak dawniej
Mimo uproszczeń zapisów wciąż pozostaje problem z wolnymi miejscami. Najbardziej oblężone są placówki na Ursynowie, Białołęce i Woli. Warto zaznaczyć, że w przypadku przedszkoli nie obowiązuje rejonizacja, czyli można zapisać malucha wedle upodobania. Jednak pewne kryteria wyboru istnieją. Mogłoby się wydawać, że najczęściej jest to miejsce w pobliżu pracy. Nic bardziej mylnego. Przedszkola w Śródmieściu nie cieszą się wyjątkowo wielkim zainteresowaniem. Na 25 miejsc średnio przypada do 30 zgłoszeń, a w niektórych placówkach nawet brakuje dzieci.
Rodzice zdecydowanie preferują ośrodki w pobliżu miejsca zamieszkania. – Takie rozwiązanie usprawnia nam wszystkim życie. Po pracy ja albo mąż może odebrać dziecko z przedszkola. Bez względu, które z nas skończy wcześniej – mówi Anna Tomańska, mama 5 letniego Mikołaja.
Prywatne czy publiczne?
Warto zwrócić uwagę na sektor prywatny. Przedszkola niepubliczne są wybierane coraz częściej. Z jednej strony, bo zarobki są wyższe i więcej osób na to stać, a z drugiej różnica w edukacji jest bardzo widoczna. – W naszym przedszkolu grupa liczy najwyżej 16 osób. Dodatkowo każda z nich ma po dwóch nauczycieli. To zapewnia bezpośredni kontakt z dzieckiem – mówi Agnieszka Nitecka, nauczycielka przedszkola niepublicznego na Ursynowie. Ale to nie jedyne korzyści.
Przede wszystkim różnice w programie. Przedszkola publiczne nie mają tak licznych zajęć dodatkowych i asortymentu, aby je prowadzić. – Znam placówki państwowe, w których dzieci były w 30 osobowych grupach – dodaje. A co równie istotne prywatne ośrodki są czynne znacznie dłużej. Oczywiście różnice są widoczne również w cenie. Jak za przedszkole publiczne zapłacimy około 250 złotych, tak za prywatne nawet do tysiąca.
Kosztowny czas wolny
Jednak zdecydowana większość rodziców do czasu, gdy nie musi nie kieruje się w stronę prywatnych przedszkoli. Zatem warto zapoznać się z cennikiem za opiekę nad dzieckiem w już wybranym miejscu. Pierwsza opłata to 90 złotych tzw. podstawowa i bezzwrotna. Nie obowiązuje jeżeli zapisujemy dziecko na godziny 8-13. Kolejna opłata to 7,50 za dzienną porcję żywieniową, w której skład wchodzą 3 posiłki. Oczywiście liczba dzieci powinna być do 25 osób, ale zawsze znajdzie się zbłąkany rodzic i zaczyna się upychanie do grup.
W niektórych przedszkolach na taka liczbę dzieci przypada dwóch nauczycieli, w innych tylko jeden, ale z osobą do pomocy. Zajęcia dodatkowe to koszt od 25 do 42 złotych. W ich skład wchodzi obowiązkowa rytmika, a niekiedy i gimnastyka korekcyjna. A w tym wszystkim zagubieni rodzice, którzy maja nadzieję, że ich starania i niemałe koszty przyniosą zamierzony efekt.

i tak właśnie wygląda budowanie nowego wspanialszego społeczeństwa
już na początku problemy, kłopoty i utrudnienia